Adam Małysz


Orzeł z Wisły
Osobowości
1 osoba pamięta to
Zaraz na początku XXI wieku całą Polskę ogarnęła 'małyszomania", a to za sprawą skromnego skoczka narciarskiego z Wisły. To były czasy pojedynków Małysz-Hannawald i Małysz-Schmidt, czasy kiedy nie było dodatkowych lub ujemnych punktów za wiatr, gdzie przy skokach czasami rządziła loteria, ale była zawsze jedna zasada - wygrywał Polak.

Od sezonu 2000/2001 w zimowe wieczory, w niedzielne obiady przy rosole, w każdym polskim domu dało się usłyszeć "chodź, bo Małysz skacze", lub "leć! Adam leć!". Zbierały się całe rodziny, jechało się do wujka, aby te fantastyczne emocje przeżywać razem. Polski skoczek oddawał niewyobrażalnie dalekie loty, niejednokrotnie przeskakując skocznie. W 2001 roku Małysz wygrał zawody w Innsbrucku, wyprzedzając Ahonena z Finlandii aż o 44,9 pkt.!

Polak potrafił w jednym sezonie wygrać 11 konkursów z rozgrywanych 21. Małyszowi nie przeszkadzał wiatr, zły kombinezon czy trener. On po prostu wygrywał konkurs za konkursem. Wspólnie z trenerem Apoloniuszem Tajnerem na wieki zapisał się w historii polskich skoków narciarskich. Polaków urzekł również swoją skromnością i serdecznością, a ogromne sukcesy nie przewróciły mu w głowie.

Jednym z najbardziej niezapomnianych konkursów jest Willingen w lutym 2001 roku. Kiedy najpierw w konkursie drużynowym Małysz ustanawia nowy rekord skoczni, poprawiając go o 7 metrów, aby dzień później skoczyć o pół metra dalej, a w konkursie indywidualnym poprawić rekord o kolejne 9 metrów. Wygrał tym skokiem konkurs, będąc po pierwszej serii na 8 miejscu.

W tamtych czasach Polacy stali się ekspertami od skoków narciarskich, trajektorii lotów czy niekorzystnych warunków pogodowych podczas turniejów. Tysiące rodaków jeździło za Małyszem na wszystkie konkursy, wymalowani w barwy biało-czerwone i wyposażeni w trąbki i flagi, koniecznie z podpisaną miejscowością skąd przybyli.

Komentarze

Komentujesz jako gość.