Zegarek Montana


Moda i uroda
2 osoby pamiętają to
W latach 70. i 80. w Polsce, kiedy jeszcze nie było telefonów komórkowych, żeby sprawdzić która jest godzina, potrzebowaliśmy zegarka. Wtedy właśnie panowie (chociaż była również wersja damska, szczerze nie różniąca się znacznie od męskiej) nosili zegarki marki Montana. Był to również nieodłączny prezent komunijny.

Szeroki na 34 mm zegarek, wysoki na 35 mm i gruby na 8 mm., dodatkowo z plastikową szybką robił w tamtych latach prawdziwą furorę. Co sprawiało, że przedmiot ten był tak pożądany? Były to melodyjki, a dokładnie 7 melodyjek chrono. Do włączenia ich potrzebowaliśmy użyć odpowiednią kombinację przycisków (dwa prawe przyciski naraz), których łącznie były cztery. Zegarek oczywiście miał wiele więcej funkcji, m.in. alarm, stoper, wyświetlanie daty oraz dnia tygodnia, pikanie co godzinę oraz podświetlanie tarczy.

Zegarki Montana produkowane były w Hong Kongu, a do Polski trafiły głównie poprzez prywatny import, a kupić je można było jedynie na targowiskach lub komisach.

Żeby wiedzieć, jak bardzo to była kultowa rzecz w czasach PRL'u, trzeba sobie uzmysłowić, że często kupno takiego zegarka, oznaczało wydanie połowy pensji i to pomimo, że wykonanie tego cudu techniki zegarmistrzowskiej było po prostu fatalne i tandetne, np. przyciski, które po prostu wbijały się w palce, zwłaszcza przy używaniu kombinacji do włączenia melodyjek.

Komentarze

Komentujesz jako gość.